Aktualności

Strona 1 z 7  » »»

Dzieło Izaaka Waltona – autorem jednego rozdziału jest jego przyjaciel Charles Cotton - po raz pierwszy ukazało się drukiem w 1653 roku w Anglii i od tego czasu miało blisko 500 wydań w świecie – więcej miała tylko Biblia.

Więcej

Warto przypomnieć, że dwa lata temu pojawił się nowy, ciekawy magazyn dla muszkarzy „Sztuka Łowienia“. Kolegów, którzy do tej pory nie mieli go w ręku, zachęcam do sięgnięcia po niego...

Więcej

Biuletyn klubu wędkarskiego "Pstrąg"

Spinning
Wielu klubowych kolegów lubi łowić pstrągi metodą spinningową. Dlatego też z myślą o nich corocznie rozgrywana jest seria trzech zawodów spinningowych. W roku 2001 były to zawody na Gwdzie i jej dopływach (w kwietniu), na Wierzycy i dopływach (w maju) oraz Redzie i jej dopływach (w sierpniu). Udział w nich wzięło kilkunastu członków klubu i w sumie podczas zawodów złowiono 12 pstrągów (najdłuższy pstrąg mierzył 48 cm). Dla najlepszych pstrągowych spinningistów przeznaczone zostały dyplomy a zwycięzca Spinningowego Grand Prix klubu – Tomasz Rykaczewski – otrzymał przechodnią statuetkę pstrąga.
Mimo iż zawody z cyklu Spinningowego Grand Prix mają często charakter towarzyskiego spotkania (zwłaszcza zawody na Gwdzie i jej dopływach) rozgrywane są również zawody typowo towarzyskie. W roku 2001 były to trociowe zawody im. Filipa rozegrane w marcu na Redzie i we wrześniu na Słupii. Dodatkowo w lipcu rozegrano towarzyskie pstrągowo-lipieniowe zawody o Puchar Prezesa. Rzeką, na której rozegrano te reaktywowane po dłuższej przerwie zawody była tym razem Radunia. We wszystkich towarzyskich zawodach na równi dopuszczona była zarówno muchowa jak i spinningowa metoda połowu.
Podsumowując, oprócz samych klubowych spotkań, w trakcie których można się spotkać i porozmawiać z innymi pstrągowymi spinningistami, jest też w trakcie sezonu sporo spotkań bezpośrednio nad wodą. Tam można porównać swoje umiejętności, podpatrzeć jak łowią starsi, bardziej doświadczeni koledzy, czy powymieniać przynęty. Można również na takich spotkaniach zwyczajnie posłuchać opowieści o tajemniczych rzeczkach z różnych zakątków kraju i dużych pstrągach w nich żyjących. Osoby zainteresowane spinningiem na wodach górskich na pewno znajdą coś ciekawego dla siebie w klubie „Pstrąg”!

Adam Łuczak

Kaszubski streamer
Tradycje sportu muchowego na Pomorzu w takim rozumieniu, jak na przykład w Okręgu Krakowskim nigdy nie istniały. Inne były losy tej ziemi, inne uwarunkowania polityczne i społeczne.
Przed wojną niektórzy właściciele ziemscy i dygnitarze pruscy oraz niemieccy uprawiali na rzekach pomorskich wędkarstwo muchowe. Od sędziwego autochtona z Parchowskiego Młyna dowiedziałem się, że górna Słupia była wtedy łowiskiem zamkniętym, strzeżonym przez uzbrojoną straż leśną. Za kłusownictwo groziły wysokie kary, areszt i grzywna.
Stary Kaszeba, który przed wojną posiadał nad Słupią łąki, zwierzył mi się kiedyś nad rzeką, że potrafił przechytrzyć strażników. Po ich przejściu, biegł nad najgłębsze zakole i ręką wyrzucał linkę z haczykiem, do którego mocował dwa, trzy jasne pióra kogucie z kawałkiem czerwonej włóczki. Ściągając rytmicznie przynętę, potrafił w krótkim czasie złowić jednego, czasem dwa dorodne pstrągi w granicach 1 - 1,5 kg. Twierdził, iż była to metoda "szybka", skuteczna i bezpieczna, jako że cały zestaw można było ukryć w kieszeni a złowione ryby w trawie. Kamienista ziemia rodziła słabo, a przecież do garnka trzeba było coś włożyć, szczególnie, jeśli się miało "dzewęc dzecioków". Łowca pstrągów znad Słupi nie domyślał się, że zapewne był prekursorem połowów na streamera, tyle że bez wędziska. Tego dnia wody górnej Słupi penetrowałem streamerem. Kaszub obejrzał moją muchę i stwierdził krótko: "Jo wej. Tako soma jak i moja, tylko rybów wteda było wiency. Tera so wyrybiło". Co prawda, to prawda, wyrybiło się, a my wędkarze doskonale wiemy jakie są tego przyczyny.
Z innych źródeł dowiedziałem się, że w latach trzydziestych nad Łebą ryby łososiowate łowił polski lekarz z Lęborka a na kiełpińskich łąkach, nad Radunią śmigał muchówką proboszcz z Kartuz, który na "wabiki z piór i włosia sprytnie chwytał pstręgi". Również w Wolnym Mieście Gdańsku byli muszkarze wywodzący się z grona polskich, niemieckich i anglosaskich urzędników i dyplomatów. Ilu ich było, jak i gdzie łowili, dziś trudno ustalić - wojna zatarła niemal wszystkie ślady. Po wojnie, pierwsza nieformalna grupa muszkarzy, wykładowców - kolegów istniała na PWSSP w Gdańsku. Po "odwilży" w 1956 roku, jako jedni z pierwszych, mieli możność wyjazdów na Zachód, w tym także do Wielkiej Brytanii. Tam też poznali techniki połowu, sprzęt i fachową literaturę. Lipienie i pstrągi potokowe łowili na muchy mokre i suche, głównie na Raduni, Łebie oraz Redzie.
Prężną działalność sportową rozwinęło Koło Wędkarskie "Politechnika Gdańska", założone w 1968 roku. Jego członkami byli między innymi czołowi muszkarze lat siedemdziesiątych: M. Irczuk, J. Hołowacz, R. Krzemiński, E. Antropik. Organizowano akcje kontrolne i zarybieniowe oraz grupowe wyjazdy na Wieprzę, Słupię, Radew i Parsętę, podczas których łowiono również trocie. Ukoronowaniem sukcesów sportowych było zdobycie Muchowego Grand Prix Polski przez Edmunda Antropika w 1985 roku.
W tym okresie dominowała "krakowska szkoła" suchej muszki, którą na wielu silnie zadrzewionych i zakrzaczonych łowiskach pomorskich nie zawsze można było zastosować. Edmund Antropik wprowadził do wędkarstwa wyczynowego obciążone nimfy, nazywane "mundkami". Muszkarze otrzymali "zabójczą broń". Mundek był również inicjatorem rozgrywania zawodów na "żywej rybie" oraz stosowania haczyków bezzadziorowych. Dla wielu młodszych kolegów był także nauczycielem i przewodnikiem po muchowych metodach połowu troci w rzekach Pomorza.
Takie były początki. Tak się rodziła i kształtowała w naszym regionie sztuczna mucha, wraz ze sportową i czysto rekreacyjną otoczką, a jednym z pionierów był Kaszeba z Parchowskiego Młyna, który przed laty zwodził nad Słupią pruskich strażników. W 1985 roku grupa młodych entuzjastów sztucznej muchy powołała do życia Klub Wędkarski "Pstrąg"... ale to już temat na osobną opowieść.

Robert Tracz


Ochrona wód
Dobiegł końca rok 2001. Pora na oceny i podsumowanie - ciężki jest los wędkarza, dokuczają nam "dziwne" przepisy, koparki "prostujące" rzeki, ścieki i oczywiście kłusownictwo. Po roku 2001 nasuwa mi się jednoznaczne stwierdzenie - największymi kłusownikami są sami wędkarze. Z przeprowadzonych kontroli wynika, że to niektórzy z nas (czyt. wędkarze) są najgroźniejszą plagą kłusowniczą. Czyż złapany podczas jednej z tegorocznych kontroli pseudo wędkarz, posiadający kartę wędkarską oraz złotą odznakę za liczne zasługi dla wędkarstwa, u którego w plecaku znaleziono 9 malutkich pstrągów (od 19 do 26 cm, złapanych na "robala" w Raduni na odcinku wód górskich) nie jest tego dobitnym przykładem? Najgorzej, że w takim przypadku nie można nic poradzić. Wędkarze sami niszczą to, na co pracowali. Sytuację może zmienić tylko zmiana mentalności, a na to potrzeba lat. Zarybienia przynoszą nikłe efekty, ponieważ ryby są błyskawicznie wyławiane (poniżej wymiarów ochronnych). Marnotrawione są nasze pieniądze. Może więc z naszych rzek i jezior uczyńmy łowiska specjalne? Pod jednym jednak warunkiem - każda rzeka musi mieć swojego właściciela, który będzie dbał o swoją własność. Rozwiąże to z pewnością wiele problemów, a na pewno problem kłusownictwa.

Maciej Kusyk


Sport w Klubie „Pstrąg”
Nasi członkowie rywalizują ze sobą w ramach klubowego Grand Prix w dyscyplinie muchowej i spinningowej.
W sezonie 2001 zorganizowaliśmy zawody spinningowe na rzekach: Gwdzie i jej dopływach, Wierzycy i dopływach, Redzie i dopływach.         Zwycięzcą spinningowego „Grand-Prix” został Tomasz Rykaczewski, przed Krzysztofem Machulskim i Adamem Łuczakiem.
W ramach muchowego „Grand-Prix” rozegrane zostały zawody na rzekach: Wdzie, Redzie (Puchar Ziemi Wejherowskiej), Łebie (Mistrzostwa Okręgu), Raduni (Puchar Trójmiasta). W końcowej klasyfikacji zwyciężył Krzysztof Machulski przed Andrzejem Wawryką i Arkadiuszem Matusiakiem.
W klasyfikacji na najdłuższe ryby złowione w w/w zawodach zwyciężyli: Tomasz Rykaczewski - potok 48 cm i Artur Bełczykowski - lipień 41.5 cm.
Ogólnie w zawodach klubowych zostały złowione i oczywiście z powrotem wypuszczone do wody sto cztery lipienie, piętnaście pstrągów potokowych i osiem pstrągów tęczowych.
W klasyfikacji Juniorów w dyscyplinie muchowej zwyciężył Aleksander Podwojski.
W okręgowych zawodach muchowych członkowie klubu zajmowali następujące lokaty:
Puchar Ziemi Wejherowskiej:
V – Arkadiusz Matusiak
VI – Artur Bełczykowski
VIII – Andrzej Wawryka
Mistrzostwa Okręgu:
II – Andrzej Wawryka
VII – Krzysztof Machulski
IX– Andrzej Bobryk
X – Arkadiusz Matusiak
Puchar Trójmiasta:
II – Krzysztof Machulski
VIII – Arkadiusz Matusiak
X – Andrzej Wawryka
W klasyfikacji Grand-Prix i Wędkarza Roku Okręgu zajęliśmy następujące lokaty:
Grand-Prix:
II miejsce – Krzysztof Machulski
III miejsce – Andrzej Wawryka
VIII miejsce miejsce Andrzej Bobryk
X miejsce – Tomasz Leroch
Wędkarz Roku:
II miejsce – Andrzej Wawryka
IV miejsce – Arkadiusz Matusiak
VI miejsce – Krzysztof Machulski
Nasi członkowie startowali również w ogólnopolskich zawodach muchowych zaliczanych do klasyfikacji do kadry muchowej PZW. Bardzo dobre lokaty zajął Krzysztof Machulski w zawodach Pucharu Podhala rozgrywanych na rzece Dunajec. Zajął on V miejsce indywidualnie. Natomiast w zawodach Lipień Popradu zajął X miejsce indywidualnie.
W klasyfikacji 3-letniej z zawodów zaliczanych do kadry muchowej PZW członkowie naszego Klubu zajmują następujące lokaty:
XVII miejsce – Andrzej Wawryka
XLI miejsce – Krzysztof Machulski
LII miejsce – Andrzej Bobryk

Andrzej Wawryka

Różne...
Każdy początek nowego roku skłania do rozliczenia zeszłorocznych dokonań.
Rozpoczynający się kolejny sezon niesie nadzieję na rybę życia. Układamy plany, gdzie pojedziemy w tym roku. Od dwóch lat obiecujemy sobie, że właśnie tam musimy połowić, ale... zawsze wypadało jakieś ale. Pierwszy wyjazd, pierwszy rzut... dwudziesty... setny i cisza. Cóż, pozostaje zachwycać się krajobrazem i brak rybiej aktywności zrzucić na mroźny grudzień. Zresztą już nasi dziadowie wiedzieli że „w lutym pstrąg nie żre”.
Z kolejnym wybuchem wiosny kolejny raz wybuchają nadzieje. Po kiepskiej, jak co roku, zimie teraz sobie odbijemy. Kropkowańce są już „odpasione” więc... będą nasze. Cóż jednak nie były, wielu z nas odpuszcza pstrągi i wali nad jeziora na „łatwiejsze” szczupaki.
Czerwiec – tęsknimy za nim już od lipca poprzedniego roku. Powód – wiadomo – jętka, wielki skrzydlaty owad powodujący wielkie łakomstwo rybiej watahy. Wsiadamy w samochody i pędzimy na złamanie karku nad Radunię, Wietcisę, żeby być pierwszymi... i... cholera dużo nas. Twarze znajome, ale nie wszystkie z włóczęgi nad pomorskimi rzekami. Tego faceta znamy jako łowcę szczupaków, ten „męczy” karasie w jednym z osiedlowych bajorek.... Po „pustych” miesiącach na widok wyjść, oczek i znikających z powierzchni jętek krew się gotuje, ciśnienie osiąga stany przedzawałowe, ledwo żywi z emocji stosujemy zasadę „chłop żywemu nie przepuści”.
Syci, zadowoleni z siebie po dwóch tygodniach codziennych łowów wracamy nad opustoszałe brzegi. Jętkowych pstrągów już nie widać. Żadnych nie widać. Co jakiś czas wychyli się trzydziestocentymetrowy kamikadze. Aby do czerwca.
Dlaczego co roku przeżywamy dylematy złowię - nie złowię, może są wykłusowane, e pewnie nikt nie zarybia. Właśnie, czy były jakiekolwiek zarybienia? Były i to całkiem sporo tyle, że odpowiadające potrzebom lat siedemdziesiątych.
Panowie za dużo nas – odpowiedź na wszystkie pytania. Ileż można psioczyć na PZW? Cieszmy się, że mamy w gdańskim PZW takiego ichtiologa, jakiego mamy - jest przecież jednym z nas, a to w PZW wyjątkowe. Pojemność naszych rzek jest ograniczona, brzegów również. Nie sądzę, żeby w najbliższym czasie było lepiej. Będzie gorzej. Chyba, że przy obecnej presji wędkarskiej na nasze rzeki zaczniemy „sypać” do nich ryby w hurtowych ilościach.
Gdy piszę te słowa do rozpoczęcia sezonu pstrągowego pozostało kilka dni. Noszę w sobie nadzieję. Jest tym większa im gorszy był mijający rok.
Życzę nam, aby nie trzeba było opowiadać znajomym z wypiekami na twarzy – dzisiaj było super – miałem dwa wyjścia! Więc wierzmy, że będzie lepiej. Podobno nadzieja jest matką... wszystkich wędkarzy.

Tomasz Rykaczewski

Wszystkich miłośników ryb łososiowatych i lipieni zapraszamy na spotkania naszego klubu, które odbywają się w każdą pierwszą środę miesiąca o godzinie 17.00 w budynku Zarządu Okręgu PZW w Gdańsku ul. Rajska 2.

Dodatkowe informacje można uzyskać u kolegi Tomasza Lerocha tel. (058)782 30 54